Nie bez przyczyny pierwszą "poważną" recenzją na tym blogu jest książka Mariany Zapaty.
Ta dziewczyna ma talent! Po fenomenalnym "Under Locke", które przeczytałam na fali fascynacji książkami o bikerach, dosłownie pochłonęłam "Lingus", następnie absolutnie fantastyczną "Kulti", rewelacyjne "Rythm, Chord & Malyhin" (dawno tak się nie śmiałam) i teraz to... The Wall of Winnipeg and Me.
Ale od początku.
Vannesa Mazur wie, że dobrze robi. I że nie powinna mieć wyrzutów sumienia, że odchodzi. Praca asystentki/sprzątaczki/cudownej opiekunki najlepszego obrońcy National Football Organization zawsze miała być tylko tymczasowa. Ma plany i żadne z nich nie uwzględniają prania gaci w rozmiarze XL dłużej niż to konieczne.
Dlatego gdy Aiden Graves zjawia się w jej domu, prosząc by do niego wróciła, jest więcej niż zszokowana.
Przez dwa lata, człowiek znany jako Ściana z Winnipeg nie znalazł w sobie na tyle przyzwoitości, by odpowiedzieć jej na dzień dobry, nie wspominając nawet o życzeniach z okazji urodzin. A teraz? Żąda niemożliwego.
Ale co można odpowiedzić człowiekowi, który zawsze dostaje to czego pragnie?
Zaczniemy od Vanessy.
Mariana Zapata ma talent do tworzenia postaci kobiet, które się lubi. Bez względu na to czy są młodziutkie (Iris z Under Locke, Gabi z RC&M), czy trochę starsze (Sal z Kulti, Kat z Lingus). Mają poukładane w głowach, mają cele i ambicje, są zabawne. Nie znajdziemy w jej książkach bohaterek, którym po 10 stronach mamy ochotę sprzedać pięść w nos. Żadnych zahukanych bidulek, które marudzą "o boże, mam za duże cycki, za krągły tyłek, za duże oczy i za dużo pięknych falujących włosów, jestem taka brzydka, nikt mnie nie pokocha". Jeśli czegoś takiego szukacie, to zapraszam do działu z Abbi Glines i Tilie Cole.
Vannesa jest normalna. I jak każda normalan osoba, po 2 latach słuchania pomrukiwań, mając na uwadze, że osiągnęła pułap, w który celowała, składa wypowiedzenie. Niby miała zaczekać, aż znajdą kogoś na jej miejsce, ale podsłuchawszy pewnego razu rozmowę (duuuże skojarzenie z Lauren podsłuchującą rozmowę Tate'a z Kristą w Sweet Dreams Kristen Ashley) stwierdza, że ma dosyć. Czapka, dupa, brama. "Zasługuję na więcej, dupku".
Aiden Graves.
(heavy breathing)
Trudno nawet powiedzieć o nim, że to palant. Dex był palantem. Na Aidena trzeba by wymyśleć nowe słowo, bo jego postać jest poza wszelkimi kategoriami. Arogancki?, apodyktyczny?... ale takie rzeczy trzeba jakoś werbalizować, a Aiden... on prawie nic nie mówi! Nie dlatego, że nie umie. On nie musi. Vanessa jest pracownikiem, płaci jej, nie musi być dla niej miły. Nie musi się nią intersować, rozmawiać z nią itd. Strata czasu. Po co się witać na dzień dobry, po co dziękować. Wypowiedziane przez niego zdania, zmieściłyby się pewnie na jednej stronie książki. Nie ma potrzeby się wysilać na coś więcej ponad "kupiłaś śliwki", "odebrałaś rzeczy z pralni", "zawiadom Trevora", skoro starczy intensywne spojrzenie, mruknięcie pod nosem i wzruszenie ramionami.
Aidan jest trochę jak ci autystyczni geniusze. Tyle, że zamiast koncentrować się w 100% na mnożeniu dużych cyfr, czy idealnym kopiowaniu da Vinci, on koncentruje się na footballu. Cały świat kręci się wokół sportu. Chodzi wcześnie spać, wstaje, je, ćwiczy, je, ćwiczy, ma zajęcia z trenerem, je ćwiczy, je, je, idzie spać. (Ciągle je! Aidan jest totalnym wegetarianinem. Żadnych produktów pochodzenia zwierzęcego. Wymagane 7000 kcal musi więc przyjmować w żarciu dla żółwi.) Nie ma czasu na związek, na randki, bo to powoduje tylko niepotrzebne komplikacje, a niepotrzebne komplikacje to strata czasu, który można poświęcić na sport. Po co komu dziewczyna skoro jest porno?
I jakoś tak wychodzi, że te dwie postaci są zmuszone przebywać w swoim towarzystwie trochę dłużej niż zakładała Vanessa (bez spoilerów). Już na innych zasadach. Jeśli jednak ktoś przypuszcza, że nagle ich role odwrócą się o 180 stopni, to się myli. Nie ma wielkich zrywów serca. Nie ma trzęsienia ziemii, wyrzygania sobie wszystkich przykrości, co skutkowałoby jakąś wewnętrzną duchową przemianą.
Od czasu jego "propozycji" akcja toczy się powoli. Slow-burn. Żadna insta-love. Bardzo w stylu Kulti. Mariana Zapata stworzyła nowy rodzaj romansu, który powinno się tagować plakietką "Kulti-style slow-burn". Ale ten styl urzeka. Bardzo powoli poznajemy głównych bohaterów, a oni poznają siebie. Ale również tu nie oczekujmy, że w 3/4 książki wyjawią nam swoją wielką traumatyczną tajemnicę, która pozwoli nam spojrzeć na ich zachowanie z innej perspektwy.
To jest książka dla cierpliwych. A jak już się trochę zna styl autorki, to nie wertuje się jej szaleńczo czekając na następne bum! Można się nią powoli delektować i szczerze napiszę, że jest czym. Moim zdaniem scena w windzie, czy ta po treningu, gdy przejeżdzają znajomi Aiden'a i wszyscy siedzą w ogródku, ma w sobie więcej erotyzmu niż ginekologicznie-dokładne opisy łóżkowego tanga, które można spotkać u innych autorów.
Chciałbym napisać, że ta książka ma wadę, w postaci wielokrotnych, dokładnych opisów mięśni. Tak, wiemy, że jest wielki, wręcz potężny. Tak, ma zgrabne łydki, wielkie bicepsy, tricepsy, szerokie plecy i wielkie bary... ale w gruncie rzeczy, czy to aż tak przeszkadza? Zwłaszcza, że opisując Aiden'a autorka sugerowała się tym panem ;)
Ktoś ma z tym problem? ;)
Książkę można kupić na każdej platformie, tutaj link do amazon.com
Pozostałe książki, często w promocjach za 0.99 również na amazon.com
Przekład na polski, ktoś? coś?



Zgadzam się z tą recenzją w 100 proc. Po Zapacie męczą mnie książki, w których główni bohaterowie zakochują się po 12 h, podczas których przeżyli najlepszy seks swojego życia. Co do Ściany, żałuję, że Mariana nie wrzuciła zdj. tego kolesia wcześniej, moje wyobrażenie Aidena było dalekie od tego pana, a tak mogłabym mieć jeszcze większą przyjemność z czytania książki :P Ale nic straconego, podczas drugiego czytania kiedyś tam, będę mieć przed oczami tego mięśniaka ;) Teraz czekam z niecierpliwością na kolejną książkę tej autorki. Na jej 5 książek - wszystkie uwielbiam, rzadko kiedy mogę powiedzieć tak o jakimkolwiek autorze. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńPS Uwielbiam scenę w windzie <3
Tyle razy rozmawiałyśmy o Zapacie i nie wiem dlaczego, ale mylnie nie odniosłam wrażenia, może po prostu przez fakt pomijania go w rozmowach, że Kulti Cię urzekł. A to mój ulubiony bohater Zapaty, nie sexi biker, ani nie hojnie obdarzony przez naturę aktor pewnego gatunku filmowego. Tym bardziej cieszę się na Aidena, skoro będzie jeszcze wolniejsze slow-burn, jeszcze bardziej mrukliwy sportowiec i jeszcze mniej pierwotnego przyciągania pomiędzy bohaterami, ciekawe jak tym razem Mariana z tego wybrnie.
OdpowiedzUsuńPs. podsłuchana rozmowa......już wcześniej miałam skojarzenia Tate&Lauren i Dex&Iris, teraz do wzorca dołączy Wielkolud z Vanessą
Zaciekawiłaś mnie mega tą historią :)
OdpowiedzUsuńMam nadzieje,że ktoś weźmie się za tłumaczenie :)
Boże co to za facet? :D
OdpowiedzUsuńTo jest Maximiliano Ferres, kiedys model a teraz trener. :) fajowy nie :)
Usuń