Jakieś 3 dni temu doczekaliśmy się kolejnego wydawnictwa spod pióra Kristen Ashley.
Przyznam szczerze, że po 5/6 ostatnich książkach mojej niegdyś ulubionej autorki, nie wiem czy mam ochotę tracić czas na ten tytuł. Do ostatniej - Bounty (seria Colorado Mountain) jeszcze miałam nadzieję, że autorka wyjdzie ze stuporu, w który wpadła gdzieś na wysokości pisania Rock Chick nr 8, ale niestety moje nadzieje okazały się płonne. Nudy, marazm, stagnacja i utarte schematy. A na dokładkę wnerwiająca, jak zwykle idealna główna bohaterka, która w konkursie "komu najpierw sprzedać liścia", mogłaby startować zaraz z Anną z 50 twarzy i Kierą z bezmyślnej/thoughtless. (poważnie, jest aż tak źle... i te piosenki, maj gad, myślałam, że wydrapię sobie oczy).
Jakby jednak, ktoś zaryzykował, to poproszę ocenę w komentarzach.
Dla zainteresowanych linki:
Niewtajemniczonym objaśniam, że fabuła tej serii ma miejsce w równoległym wszechświecie, pełnym magii itd, do którego głowna bohaterka zostaje przerzucona z naszego świata.
2 tom tej serii polecam szczególnie fanom Gry o Tron, którzy czują niedosyt po niezbyt szczęśliwej historii Deanerys i Khala Drogo. Ewidentnie inspirowana postaciami GRR Martina.




